czwartek, 8 kwietnia 2010

święta albo tvp


Na dobry początek i rozluźnienie pochwalę się tym 'łorksem' inspirowanym Crystal Castles.

Dni już kilka wstecz skończył się święta wielkanocne. Jak dobrze, że już są za nami oraz wami. W skromną trójkę - ja, tatuś, siostrzyczka przesiedziałam bezproduktywnie dwa dni. No, w jakiś sposób była z nami też mama- fakt. Do dziś dojadałam sałatkę. Ryba po grecku nadal stoi w lodówce. Swoją drogą, wiecie, że grecy nie mają bladego pojęcia czym ta potrawa jest?
To chyba tyle co do świąt.
A! I jeszcze jedno. Program telewizyjne zaplanowany na święta był fatalny.

Nasze kochane polskie TVP to mnie kiedyś rozjebie. Jedyneczka wypuściła na linię ostatnio nowy serial - Duch w dom. Przypadkiem, oczywiście, że całkowitym przypadkiem wpadłam na pierwszy odcinek. Zwyczajnie słomkowe dialogi, owszem, miejscami NAWET zabawne. Gdyby nie to, że poniżej ukazany aktor: gra dentystę nie tylko w słynnym i jakże fantastycznym bombowym jołjoł serialu 'dom nad rozlewiskiem' ale również w wyżej nadmienionym 'Duch w dom' No kurwajapierdolejegojasnaradiofoniitelwizji mać. Serialowych aktorzyn to nam nie brakuje i za te kilka zer za jedynką to nie jeden epizodycznego dentyste zagra. Ale, rozumiem, rozumiem. Pan Kasprzykowski fantastycznie sprawdził się jako dentysta alkoholik nad rozlewiskiem więc czemu szukać innych twarzy, jak ma się pod nosem sprawdzoną? :) Kiedyś mnie to TVP rozjebie, ja mówię.

Cóż, idzie wiosna, strefa zero nadal pozostaje strefą zero. Nie opowiadałam? Otóż rozkopali całą ulicę Wyspiańskiego w celu przebudowy gruntownej, oczywiście, coby urzędasy miały picuś glanuć dojazd [w byłm gmachu gim 2 przy tejże ulicy będzie sie mieścił urząd miasta]. Tym samym cała Wyspiańskiego jest rozkopana aż po złoża węgla [mówię wam] od miesięcy wielu, oj wielu i delikatnie blokuje ruch pieszych na niepodległości. Mówię wam, widok jak strefa zero. Obiecuję kiedyś cyknąć focię.

Nowe zapasy książek - smutne pipczenie dla nastolatek oraz Dzidzia.

Jeszcze nie rozpoczęłam sezonu rowerowego. Moja picuś glancuś niemiecka szosówka hercules stoi w piwnicy. Cóż, mini choróbsko i święta nie sprzyjają zainteresowaniu się rowerem. Mam nadzieję, że w ten łikęt to się zmieni. Cóż, nadal w biegu. Nie jedna ja w biegu, a tysiące bo i pewnie. Mam nadzieję, że po 29 kwietnia zwolnię na tyle, by ołówki temperować non stop - kredki też - farby nie zasychały, notatnik się pogrubiał no i słit foci też coby przybywało. Kiedy to się skończy? JOŁ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz